wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 14 "Konfrontacja"

Czwartek; 10.01.13r;
Londyn

Podróż szybko minęła. Właściwie to cały czas spałam...

Siedziałam na kolanach Harrego i opierałam głowę na mojej ulubionej poduszce. Gapiłam się przez okno na dobrze znane mi ulice Londynu. Poczułam się trochę tak jakbym wróciła do domu. Raczej na pewno tak się poczułam. Nagle zauważyłam JĄ. Stała przy bramie domu chłopaków. Wyglądała tak jak kiedyś, rozmazany tusz, jakiś niedbale zarzucony płaszcz. Kiedy nas ujrzała szybko pobiegła w stronę limuzyny. Chłopaki nawet o centymetr nie zmienili swoich poprzednich pozycji. Pewnie myśleli, że to kolejna napalona fanka, ale nią nie była. Liam kiwnął na Paula, który wysiadł z samochodu i krzycząc coś zaczął iść do biegnącej kobiety. Złapał ją, ale ona strasznie się wyrywała. Nie mogłam tak dłużej siedzieć i bezczynnie patrzeć się na to. Otworzyłam drzwi i wysiadłam. Harry spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, ale nic nie mówiąc zamknęłam mu drzwi przed nosem.
- SANDRA! SANDRA! - płakała, krzyczała i wyrywała się ochroniarzowi.
- Puść ją. Poradzę sobie. - spojrzał na mnie z powątpieniem w oczach, po czym rozluźnił swój żelazny uścisk i wolnym krokiem poszedł do chłopaków. Dałam mu znak głową, że może odjechać. Wykonał polecenie i już po chwili, wielka, czarna limuzyna pojechała po kamienistej drodze do willi. Z okien wystawały ciekawskie głowy chłopaków. Kiedy już miałam pewność, że nas nie widzą spojrzałam na moją rozmówczynię. Założyłam ręce i czekałam na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Najpierw chciała mnie przytulić, ale odsunęłam się.
- Co to miało być...? - zapytałam się stanowczo i uciekłam wzrokiem w prawo. Rozpłakała się i schowała twarz w dłonie.
- Skarbie! Ja nie chciałam! Naprawdę! - udało jej się wydusić.
- Jak to nie chciałaś? Zdradziłaś tatę! Rozumiesz? Nie! Nic nie rozumiesz! Wiesz co to jest zdrada! Nie mogę uwierzyć, że dopuściłaś się czegoś takiego! - krzyczałam na nią, a ona tylko kuliła się i coraz bardziej płakała.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale! Przecież wiem co widziałam! - nie mogłam się powstrzymać. To straszne, ale miałam ochot uderzyć własną matkę. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek jeden z moich rodziców zdradzi tego drugiego. Nagle złapała się murku ogradzającego posiadłość chłopców. Zaczęła ciężko oddychać.
- Mamo?! Co się stało?! - zdziwiona tą sytuacją podeszłam do niej i niepewnie złapałam ją za ramię. Chwyciła się za klatkę piersiową i głośno sapała. Zrobiła się strasznie blada, a w jej oczach widziałam przerażenie. Nagle jej oczy się zamgliły i bezwładnie upadła na ziemię. Nie udało mi się jej złapać. Nie wiedziałam co robić. Moje serce zabiło szybciej. Kucnęłam przy niej i próbowałam ją jakoś obudzić, ale wszystko na nic. Złapałam się za kieszeń moich spodni, ale nie było w niej telefonu, bo został w samochodzie. Nie zastanawiając się w ogóle pędem ruszyłam po kamiennej drodze w stronę willi. Płakałam i krzyczałam, ale odpowiadała mi tylko i wyłącznie pustka. Kiedy dobiegłam z hukiem otworzyłam drzwi. Nikogo nie było na dole. Chwyciłam jakiś telefon ze stołu i zadzwoniłam po pogotowie. Roztrzęsionym głosem powiadomiłam ich o całej sytuacji. Chłopaki zeszli na dół i patrzyli na mnie.
- Bo mama... Ona... - rozpłakałam się jeszcze bardziej i wybiegłam z domu. Najszybciej jak mogłam dotarłam do miejsca, gdzie zostawiłam mamę, ale... Nie znalazłam jej tam. Zostało tylko puste miejsce. Strach opanował moje ciało. Nie wiedziałam co robić. Jak głupia zaczęłam biegać w koło i krzyczeć. Chłopaki nie wiedzieli o co chodzi, ale szukali razem ze mną. Nagle Harry zatrzymał mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Kogo my szukamy? O co chodzi? - z moich oczy wypłynęły kolejne strumienie łez.
- Mojej... Mamy... - wydusiłam i wyrwałam się mu. Zaczęłam przeczesywać cały ogród. W mojej głowie pojawiało się tyle myśli. Przelatywały z prędkością światła i znikały. Nie wiedziałam co mogło się stać. Porwali ją? Poszła? Druga opcja wydawała mi się dziwna, bo przecież upadła i była nieprzytomna. Tak się bałam, że już nigdy jej nie zobaczę. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk syreny policyjnej. Jak widać chłopaki zawiadomili już o tym zdarzeniu policję. Pobiegłam do nich i roztrzęsiona wtuliłam się w Harrego. Mój spływający tusz brudził jego białą bluzkę. Oczywiście wścibscy paparazzi już się zebrali i zaczęli nam robić miliony zdjęć. Nie miałam na to ochoty, więc unikałam ich jak mogłam. Ochroniarze i policjanci zabrali się za poszukiwania, a ja z bezradności usiadłam na jakiejś ławce i wypłakiwałam się dalej Hazzie.

Nie wiem ile to trwało, ale w końcu podszedł do nas jeden ze stróży prawa.
- Mogę z panią porozmawiać? - zwrócił się do mnie. Wzięłam głęboki wdech i wstałam odchodząc gdzieś dalej z policjantem.
- Proszę mi dokładnie opisać całą sytuację. - stanowczym tonem powiedział, po czym otworzył notatnik i wyjął z kieszeni spodni długopis.
- Moja mama przyjechała tu do mnie po takiej niezręcznej sytuacji między nami. Chłopaki pojechali samochodem z ochroniarzami do domu, a ja zostałam tu sama z nią. Kłóciłyśmy się, kiedy nagle zemdlała. Pobiegłam do willi w poszukiwaniu pomocy, a kiedy wróciłam nie było jej... - z moich oczu kolejny już raz tamtego dnia wypłynął strumień łez. Skończył notować, po czym spojrzał na mnie.
- Rozumiem, że jest pani ciężko, ale robimy wszystko co w naszej mocy.
- Rozumiem...
- Jeszcze jedno, czy brama była otwarta kiedy zostawiła pani mamę samą w stanie zemdlenia? - chwilę się zastanawiałam, ale po chwili przypomniałam sobie, że tak.
- Tak... - spuściłam głowę, bo zdałam sobie sprawę co zrobiłam. Zachowałam się strasznie nieodpowiedzialnie. Każdy mógł tu sobie wejść. To przez moją głupotę.
- To wszystko, dziękuję. Proszę być dobrej myśli. - odszedł zostawiając mnie samą.

Siedzę w moim pokoju całkiem sama. Nie mogę zasnąć. Znowu. Z resztą jak mogłabym zasnąć po czymś takim? To byłoby nienormalne, przecież najpawdopodobniej porwali moją mamę! Tak, płaczę teraz. Nigdy nie spodziewałam się, że coś takiego mnie spotka, a co najważniejsze, to to wszystko z mojej winy. Nienawidzę siebie za to. Jak mogłam tak postąpić? Jestem głupia, beznadziejna... Szukam ratunku w nikotynie... Znowu...

 
Zamknęłam czarny zeszyt, który od tamtego dnia służy mi jako pamiętnik. Moja bezsilność mnie przerażała. Nie mogłam sobie poradzić z tą sytuacją. Jednocześnie pragnęłam bliskości jak i samotności. Wybrałam to drugie, ale nie wiem czy był to dobry wybór. Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi.
- Proszę. - szepnęłam i znowu usiadłam pod oknem. Do pokoju wszedł... Niall? Spodziewałam się Zayna, albo Harrego, ale nie Horanka. Cichutko usiadł obok mnie.
- Bardzo mi przykro... To nie twoja wina, nie obarczaj się tym. - powiedział szeptem, jakby bał się, że mnie wystraszy. Schowałam twarz w dłoniach.
- Nie gadaj głupot! To moja wina! - właściwie to już wyłam. Rozpacz rozdzierała mnie od środka. Cały czas myślałam o tym co musi przeżywać mama. Nie mogłam. Zrobiłam to co napisałam w pamiętniku, nikotyna. Już chciałam zapalić, kiedy ciepła dłoń Nialla powstrzymała mnie. Zapomniałam, że on też tu jest. Wyjął papierosa z mojej ręki i odłożył go na bok.
- Nic w życiu nie dzieje się bez powodu. Wszystko jest po coś. Czasem świat musi się zawali, żeby potem było dobrze. - uśmiechnął się ciepło i nieśmiało objął mnie ramieniem. Znowu wypłakiwałam się chłopakowi w ramię brudząc mu koszulkę... Sięgnęłam ręką po papierosa, ale Horan znowu złapał mnie za rękę.
- Nie rób czegoś, czego będziesz żałowała później. - pomału odsunęłam dłoń i wtuliłam się w chłopaka. Spojrzał w kierunku telewizora.
- Masz ochotę na film? - zapytał nieśmiało.
- Dzięki, ale nie. Chcę pobyć sama. - wstał i z wahaniem cmoknął mnie w policzek po czym opuścił pokój. Znowu zostałam sama.
 
Właściwie to tylko Niall nie ma dziewczyny. Jest cichy i spokojny. Nieśmiały, ale ma bardzo dobre serce. Potrafi pocieszyć. Prosiłam innych o samotność, ale tylko on przyszedł. Gdzieś w głębi jego serca siedziało takie coś, że wiedział, że powinien tu jednak przyjść. Inni nie mają tego czegoś. Nawet Harry.
__________________________________________________________________________________
Witam ponownie. Jak wiecie z aktualności wszystko przez tatę. xD Ogólnie wydaje mi się, że rozdział jest do niczego, krótki, nudny i bez sensu. :( Aż tak strasznie źle? Piszcie co myślicie. Postaram się napisać dłuższy następny i dodać go szybciej. Jeśli jest beznadziejny to baaardzo przepraszam...
 

11 komentarzy:

  1. awww, jak słodko ♥ może tak mały romansik z Niallerem? ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. ;*** fajne
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie jest beznadziejny.
    Jest nawet lepszy chyba, niż ostatni, tylko trochę krótki... :)
    Z utęsknieniem wyczekuję następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Omnomnom ^^ kolejny wspaniały rozdzialik do kolekcji! :D pozostaje wyczekiwać na kolejy rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdzial jest fajny, bardzo fajny! No mam nadszieje, ze jej mama sie znajdzie! A i cos o Horanku milego napisalas :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny :3 Kiedy nastepny rozdział ? :D ~ MIka

    OdpowiedzUsuń
  7. super piszesz zagladam do cb codziennie bardzo mi sie podoba :) !
    u mnie new http://szmaragdowytalizman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Co tu duzo pisac... CUDOWNE *.*
    -@andzelikaab


    www.directionersimaginy69.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, świetny rozdział. Jestem pod wrażeniem i z niecierpliwością czekam na kolejny :))

    Zapraszam do siebie
    http://www.gabrielle-quinn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Plisss, dodaj kolejny rozfzial. :'(
    Co do nowego wyglądu nastrój mi się troszkę nie
    podoba (kolor różowy ;) ).
    Poza tym jest bardzo ładny. ;)
    Pozdrawiam ciepło! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. (Do spamujących !!!)
    Dlaczego reklamujecie się w komentach,
    skoro szanowna Julia zrobiła dla was specjalną
    zakładkę (*wasze blogi*)
    ?!?!? :!

    OdpowiedzUsuń