sobota, 16 marca 2013

IMAGIN Z LOUISEM

Słuchajcie kochani, napisałam imagina na konkurs, ale nie powiodło mi się w nim, więc publikuję go tutaj, żebyście mogli go przeczytać. Myślę, że nie wszystkim chciało się wchodzić na innego bloga, a więc dla leni pojawia się tutaj.
__________________________________________________________________________________

Dla mnie czas się zatrzymał. Byłam tylko ja i on. Pełna zachwytu podziwiałam jak jego nogi zgrabnie poruszają się. Przy każdym ruchu mięśnie napinały się i rozluźniały po chwili. Ma idealne nogi, idealny brzuch, idealne włosy i oczy, ogólnie nie ma kogoś bardziej perfekcyjnego niż on. Jedno podanie, drugie i już po chwili jak zawodowy piłkarz z zawrotną prędkością kopnął piłkę idealnie do bramki. Tak, wiem. Znowu IDEALNIE, ale to nie moja wina, że on robi wszystko perfekcyjnie. Wszystkie dziewczyny wstały i zaczęły krzyczeć, ale ja nieruszona siedziałam lekko się uśmiechając. Nie będę się mu narzucać. Oczywiście miałam ochotę wstać i wydrzeć się tak, żeby wszyscy w zasięgu kilku kilometrów mnie usłyszeli, ale nie zrobiłam tego. [I.T.P.] zawsze mi powtarza, że jeżeli mi na kimś zależy powinnam go olać, bo wtedy on sam się mną zainteresuje. Podobno chłopaki lubią dziewczyny, które się nie narzucają. Wierzę w to, ale w moim przypadku się to nie sprawdza. Tak więc jestem cichą wielbicielką tego Boga Sexu.

Mój ideał zadowolony biegał po boisku. Mecz się skończył i razem z całą drużyną poszedł do szatni się przebrać. Kiedy przechodził tuż przy trybunach spojrzał na mnie. Jego niesamowite oczy zabłysły i lekko zaróżowione usta wygięły się w uśmiech. Pomachał mi ręką. Moje serce zabiło szybciej i nieśmiało odmachałam mu lekko się uśmiechając. Jego wzrok skręcił, więc spojrzałam w tą samą stronę. Skacząc przez niebieskie krzesełka trybun biegła do niego jego dziewczyna. Tak, wiem, to było za piękne, żeby mogło być prawdziwe. Powinnam już dawno dać sobie z nim spokój. Jest zajęty, ale serce nie sługa! Samo wybrało sobie jego, a ja nie miałam na to najmniejszego wpływu. Zmarkotniałam, bo brunetka była już w jego objęciach i zaczęli się całować. Nie miałam ochoty na to patrzeć, więc wzięłam tylko moją torbę i ruszyłam w stronę szkoły. Przed głównym wejściem czekała na mnie [I.T.P.]. Szeroko się uśmiechnęła na mój widok i zostawiając wszystko szybko zaczęła biec. Prawie mnie przewróciła i przytuliła mocno.
- Co jest? Louis? - złapała mnie za ramiona. Pokiwałam głową.
- Taaa, Louis. A kto inny? Chodźmy już. - zrozumiała i wzięła swoje rzeczy. Spacerkiem poszłyśmy w stronę jej domu.
Kiedy otworzyłyśmy skrzypiące drzwi uderzył nas zapach obiadu. Uwielbiam do niej chodzić, bo u mnie nigdy nie ma rodzinnej atmosfery. Tak to jest kiedy mieszkasz sama z tatą. On nie gotuje, nie sprząta, wszystko robi nasza gosposia. Od progu przywitała nas jej mama. Poszłyśmy na górę do pokoju [I.T.P.]. Nie jest duży, ale bardzo przytulny. Ogólnie cały jej dom jest stary i z przeszłością. Od zawsze należał do jej rodziny. Za to mój jest nowoczesny. Strasznie równy i bez historii. Nowy, bo ma tylko rok. Wcześniej mieszkałam w bloku razem z rodzicami, ale kiedy mama zmarła, a tata dostał awans przeprowadziliśmy się do tej świątyni nowoczesności. Nie przepadam za nią, ale nie miałam nic do gadania. Mój tata nie uznaje sprzeciwu, taki jest i nic nie jest w stanie tego zmienić.


Od dłuższego czasu siedziałyśmy na dywanie z laptopem. Teraz [I.T.P.] siedziała na swoim twitterze.
- Patrz! Zobacz kto dzisiaj robi imprezę! - wskazała na ekran. Moje oczy szeroko się otworzyły kiedy ujrzałam tweet Boga Sexu. Tak, to on we własnej osobie postanowił uczcić wygraną swojej drużyny.
- Idziemy! - [I.T.P] wstała i zaczęła biegać i krzyczeć.
- Czy ja wiem... - przystanęła w trakcie wykonywania swojego dziwnego tańca szczęścia.
- Jak to? Uderzyłaś się w głowę, czy co? Rozerwiemy się! Wiesz jaką on ma chatę?!
- No wiem, ale...
- Nie ma żadnego ale! Idziemy i już! Chodź! Musimy się zacząć szykować, bo to za trzy godziny, a my z naszą prędkością to nie zdążymy i tak! - złapała mnie za rękę i zaciągnęła do łazienki.
Nie było sensu protestować, bo kiedy sobie coś postanowi to jest uparta jak stado baranów. Ona lubi imprezować, pić i podrywać chłopaków, ale ja nie. Nic na to nie poradzę, ale klimaty zabawy do białego rana u upicia się w cztery dupy jakoś mnie nie przekonują. Pomalowałam się i uczesałam w koka. Nie miałam swoich ubrań, więc pożyczyła mi swoje.

str%C3%B3j.jpg

Postawiłam na klasyk: biała bluzka z czarnym kołnierzykiem, czarne dodatki i do przełamania monotonii - fioletowe spodnie. Zadowolona ze swojego stroju razem z [I.T.P.] wsiadłyśmy do samochodu jej taty. Zawiózł nas pod wielką willę. Było słychać odgłosy muzyki i śmiechy gości. Znowu pomyślałam, że to nie był dobry pomysł, ale moja przyjaciółka była zachwycona, więc nie chciałam jej psuć humoru. Pożegnałyśmy się z jej tatą i poszłyśmy w stronę domu. Nikt nie zauważył naszego przybycia, z resztą normalne. Nie spodziewałam się jakiegoś powitania. [I.T.P] od razu zginęła w tłumie, więc zostałam sama. Smętnie powłócząc nogami poszłam w stronę najbliższej kanapy. Rozsiadłam się wygodnie i obserwowałam ludzi. Większość była już nieźle wstawiona. Kilka całujących się par obrzydzało mi widok i kojarzyło się z Louisem. Wstałam więc i poszłam na poszukiwania łazienki. Było ciężko, bo na każdym kroku czaili się ludzie, a po za tym dom był ogromny.

Usiadłam sobie, tak, niestety na toalecie i wyjęłam z mojej torebki telefon. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc zaczęłam przeglądać zdjęcia. Tak, jestem chora, bo prawie wszystkie są Louisa. Po prostu kiedy nikt nie widzi cykam mu miliony zdjęć. To nie jest normalne, ale nikt przecież nie powiedział, że ja jestem normalna. Siedziałabym sobie tak pewnie do białego rana, ale jakoś tak wyszło, że ktoś mi przeszkodził. Owym ktosiem był Lou. Wpadł do środka głośno trzaskając za sobą drzwiami. Śmiał się strasznie. Zamarłam i szybko schowałam telefon do kieszeni. Bałam się jego reakcji. Jego oczy przeniosły się na mnie i szeroko się otworzyły.
- A skąd się tu wzięłaś? - uśmiechnął się, ale przez to, że był upity wyszedł mu raczej grymas. Dla mnie i tak było to słodkie i poczułam motylki w brzuchu. Po raz pierwszy Louis Tomlinson uśmiechnął się do mnie!
- Rose, tak? - wybełkotał.
- [T.I]. - uśmiechnęłam się. Machnął ręką i chwiejnym krokiem ruszył w moją stronę. Wstałam i oparłam się o ścianę. Doszedł tak blisko, że poczułam jego słodki... NIE! Obrzydliwy, upity oddech na twarzy. To nie był ten Bóg Sexu, to był ktoś zupełnie inny. Moja codzienna ochota pocałowania go pękła jak mydlana bańka. Pojawiła się niechęć. Tak, po raz pierwszy chciałam jak najszybciej uciec przed ideałem. Jak się dowiedziałam NIEideałem. Podjęłam próbę ucieczki, ale złapał mnie za ramiona i przycisnął do ściany.
- A gdzie to Rose uciekasz? Boisz się mnie? Nie ma czego! - i właśnie wtedy wpił się w moje usta. Z całej siły usiłowałam go odepchnąć, ale nie mogłam. Nie umiałam. Zaczął mnie obmacywać, a ja jeszcze bardziej przerażona zaczęłam się coraz mocniej szarpać. Udało mi się. Czym prędzej pobiegłam w stronę drzwi. Przepychałam się przez tych wszystkich ludzi, aż w końcu udało mi się dojść do upragnionego wyjścia. Wypadłam na świeże powietrze jak rakieta. Z płaczem zaczęłam biec przed siebie.

Obudziłam się w domu [I.T.P]. Pewnie mnie wczoraj znalazła i zawiozła do siebie. Szczerze mówiąc moje życie legło w gruzach, bo mój sens życia (czyt. ideał) okazał się wcale nie idealny. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam go tam. Stał przed jej domem i kiedy ujrzał moją twarz zaczął coś krzyczeć. Ciekawość wzięła górę i otworzyłam okno.
- Błagam! Wybacz mi! Zejdź tu do mnie! Musimy pogadać! - nie mogłam, no nie mogłam mu odmówić. Jego głos miał moc przekonywania ludzi do zrobienia czegoś, nawet wbrew ich woli. Prawie się zabijając zbiegłam po schodach na dół i wyleciałam na dwór. Otworzyłam furtkę i stanęłam z nim twarzą w twarz. Spojrzałam na jego usta. Takie namiętne, pełne, pociągające. Pożądanie mną kierowało... Żałuję tego, ale wtedy po prostu to zrobiłam.
Pocałowałam chłopaka, który noc wcześniej chciał mnie zgwałcić. Tak, jestem nienormalna. To już potwierdzone naukowo. Jego usta były takie idealne. Pasowały do moich jak ulał. Zorientowałam się co robię i odepchnęłam go.
- Przecież ty masz dziewczynę! - nie chciałam być jego kochanką, czy kimś tam. Nie zamierzałam zniszczyć jego związku. - A jak się dowie?
- Nie dowie się. Ja już o to zadbam. Niech to zostanie między nami. - uśmiechnął się kokietersko i objął mnie w pasie. Znowu mnie pocałował, a ja nie protestowałam. Myślicie, że jestem naiwna, ale WY też byście nie umiały przerwać czegoś tak niesamowitego.
- To będzie nasza słodka tajemnica. - szepnął mi do ucha.

Mój związek, a raczej potajemny spisek z Louisem coraz bardziej wymykał się z spod kontroli. Ludzie zaczęli coś podejrzewać, a ja za Chiny nie mogłam się wygrzebać z tego bagna, w które sama siebie wpakowałam. Przeszkadzało mi to, że jednocześnie spotyka się z inną dziewczyną. Po kilku dniach i wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że pora skończyć z tym raz na zawsze. Przerażało mnie to, że chce się uwolnić od kogoś za kogo jeszcze jakiś czas temu dałabym się posiekać. Po kilku przepłakanych nocach umówiłam się z nim w parku.

Siedzieliśmy na ławce. On był wyluzowany i obejmował mnie ramieniem, a ja w środku cała drżałam. Ręce mi się pociły, w gardle miałam Saharę, ale w końcu wstałam i spojrzałam mu w oczy. Te same, które kiedyś były dla mnie całym światem.
- Louis... - przełknęłam głośno ślinę. - nie mogę już znieść tego, że spotykasz się z kimś innym niż ze mną. Chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham, ale dla dobra wszystkich...
- Dobra dobra! Ogarnij się bebe! To koniec tak?
- Tak... - szepnęłam. Czekałam na jego reakcję.
- Kurde! Przegrałem ten kupon!
- Co ty gadasz!? - niczego nie rozumiałam.
- Słuchaj Rose, nie wiedziałem, że jesteś taka naiwna! Ja Cię nie kocham i nigdy nie pokocham. To tylko zakład był o kupon do McDonalda. Przez Ciebie przegrałem! - moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki kosmiczne. Z oczu wypłynęły łzy. Teraz wiem, że nie było warto płakać z powodu takiego kretyna.
- Nie jestem do cholery Rose! Mam na imię [T.I.]! - Uderzyłam go w policzek i pobiegłam. Nie spodziewałam się tego. Nawet przez myśl mi to nie przeszło, ale jak widać chłopaki są nieprzewidywalni. Nigdy do końca nie ogarnę płci przeciwnej. Zawsze zostanie dla mnie zagadką nie do rozwiązania.

Dowiedziałam się później, że [I.T.P.] w tym samym czasie co ja również była marionetką w rękach Louisa. Zerwałyśmy z nim wszelkie kontakty. Teraz kiedy przechodząc obok boiska widzę głupie dziewczyny piszczące na jego widok myślę sobie, że dobrze, że to się stało. Inaczej nadal żyłabym w przekonaniu, że Louis jest IDEAŁEM. Nie istnieje człowiek prefekcyjny i to jaki jest na zewnątrz nie ma nic do tego co jest w środku.

5 komentarzy:

  1. Mundziu! Zajebisty imagin :D już ci pisałam na gg ostatnio :) pisz co jakiś czas jakieś, bo na serio dobrze Ci wychodzą :* pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. It wasn't her summer love! ;D
    Świetny imagin. ;)
    Z chęcią będę czytać następne!
    Pozdr. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. HE wasn't *
    sorry :]

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny imagin :)
    http://take-moments.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominowałam cię do
    *Versatile Blogger Award
    i
    *The Best Blog Award
    Więcej informacji na moim blogu: mabysomedayillseeyouagain.blogspot.com
    Buzziiaaaki ;*

    OdpowiedzUsuń