Londyn
Stałam w ciemnościach. Nie widziałam nic po za czarną pustką. Słyszałam szelesty za sobą, przed sobą i ogólnie wszędzie. Bałam się, strasznie się bałam. Ktoś poruszał się zwinnie obok mnie, ale nie chciał mi pokazać swojej twarzy.
- Halo?! Jest tu kto...? - trzęsącym się głosem krzyknęłam w ciemność. Dobrze wiedziałam, że ktoś tu jest, ale chciałam się upewnić. Nagle poczułam jak czyjeś ręce obejmują moją szyję i przykładają mi coś metalowego do gardła... Nóż. Zaczęłam głośniej oddychać, a moje nogi niebezpiecznie się trzęsły. Strach wziął górę i nie mogłam nic powiedzieć, tak się bałam co za chwilę nastąpi.
- Boisz się. - stwierdził ktoś za mną i znowu przeżyłam szok. Znałam ten głos cholernie dobrze, za dobrze. Zaczął szeptać do mojego ucha.
- Teraz nikt Ci nie pomoże. Zayn, Marcin, mamusia. Nikt! - przełknęłam ślinę.
- Ha ha... - próbowałam wykrztusić jakieś zdanie, ale w gardle miałam wielką gulę.
- Brawo brawo, wiesz jak on się nazywa. - za plecami usłyszałam kolejny głos. Zayn... Przeleciało mi przez głowę. Nagle wszyscy stanęli przede mną. Cała piątka. Chłopcy, którym zaufałam, lubiłam ich, a jednego kochałam... Stali tam i patrzeli na mnie takim spojrzeniem... Z pogardą. Przeraziłam się, bo nóż nadal nie zniknął z mojego gardła, a skoro oni byli tam, to... kto go trzymał? Zaczęłam płakać. Wiedziałam, że coś mi zrobią, że będę cierpiała. Zabiją mnie, albo gorzej... Z z zg... To słowo nie mogło mi nawet przejść przez myśli. Nie mogłam zrozumieć dlaczego oni i ktoś za mną...
- I co? Nie będziesz już dziewczyną Harrego Stylesa! Słuch o tobie zaginie, tak jak i po twojej mamusi! - Zayn podszedł do mnie i wykrzyczał mi to prosto w twarz.
- Teraz TY będziesz cierpiała! - odezwał się ten kto trzymał nóż. Głośno przełykałam ślinę i usiłowałam opanować łzy. Ale Abigail? Przecież byłyśmy przyjaciółkami...
- O patrzcie! Poryczała się! Biedactwo! - Ab krzyknęła na co wszyscy wybuchli śmiechem. Harry dał jakiś znak Liamowi, na co on wyciągnął jakiś worek z krzaków. Rozwinął go i moim oczom ukazało się jej ciało... Mamy... Zaczęłam jeszcze bardziej płakać, ale nie miałam odwagi, żeby zrobić coś więcej. Było już za późno...
- A gdzie twoja mamusia Sandra? - Louis spojrzał po wszystkich i zatrzymał wzrok na mnie. - Nie żyje! - zmrużył oczy i uśmiechnął jakoś tak... Złowieszczo? Nagle ktoś popchnął mnie przez co upadłam na kolana. Wszyscy stanęli naokoło mnie i zaczęli mnie kopać i bić, krzyczeli, a ja tylko kuliłam się i płakałam. Co miałam zrobić? To i tak był koniec...
Obudziłam się i usiadłam wyprostowana. Zaczęłam poszukiwać wzrokiem Harrego i zauważyłam go. Leżał zakrwawiony obok mnie. Włożyłam twarz w dłonie i rozpłakałam się. Zauważyłam na oknie napis, krwią... DZIWKA. Złapałam się za głowę, oni szeptali, mówili, krzyczeli!
- Dziwka dziwka dziwka dziwka dziwka dziwka dziwka ...
- AAAAAAAAA! - niepochamowany płacz wypłynął ze mnie. Łkałam i krzyczałam jak opętana. Nagle w drzwiach stanął przerażony Harry.
- Boże! Co się stało?! - podbiegł do mnie i posadził sobie mnie na kolanach. Wtuliłam się w jego koszulkę i dalej wyłam.
- Ja się boję! Pomóż mi! Oni mi coś zrobią! Nie chcę tam iść... - powiedziałam z wielkim trudem, bo przez płacz strasznie ciężko mi się mówiło.
- CO? - przestałam na chwilę i oderwałam głowę od torsu Hazzy. Spojrzałam mu prosto w oczy, które powiększyły się kilka razu i z przerażeniem się we mnie wpatrywały.
- Dobrze się czujesz? Może masz gorączkę? - z uczuciem przyłożył rękę do mojego czoła. On nic nie wiedział... Nie mógł mi pomóc... Nikt nie mógł mi pomóc... Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje i szczerze? Nie obchodziło mnie to. Loczek zniósł mnie na dół i posadził na blacie w kuchni. Zaczął przeczesywać wszystkie szafki i w końcu znalazł termometr. Włączył go i już chciał mi włożyć pod pachę, kiedy złapałam go za rękę.
- Nie Harry. Nic mi nie jest. - opuścił dłoń i spojrzał na mnie.
- Ale ja się martwię o Ciebie... - złapałam go za głowę i podniosłam ją tak, że była kilka centymetrów od mojej.
- Skoro mnie kochasz to zrób to o co Cię proszę. - wpiłam się w jego usta od razu całując go strasznie łapczywie. Doszłam do wniosku, że mogę go już nigdy nie zobaczyć. Chciałam wycisnąć z tych ostatnich naszych wspólnych chwil wszystko co się da.
Obudziłam się na kanapie w salonie, naga. Harry leżał obok mnie i jeździł sobie palcem po moim brzuchu. Strasznie mnie łaskotał więc roześmiałam się serdecznie. Zaczęłam chichotać jak wariatka, a on coraz bardziej łaskotał mnie po całym ciele.
- NIC NIE WIDZIAŁEM NIC NIE WIDZIAŁEM NIC NIE WIDZIAŁEM - Louis zakrywał sobie dłońmi oczy i szedł do kuchni. Roześmiałam się jeszcze bardziej, a Harry zawstydzony sięgnął po jakiś koc i przykrył nas nim, bo oby dwoje byliśmy nadzy. Po schodach zbiegł następny 'ktoś'.
- UWAŻAJ! ONI TO ROBIĄ! - Louis krzyknął do tego 'ktosia'.
- O RANY! - irlandzki akcent odezwał się tuż za kanapą.
- Spoko Nialler. Okryliśmy się i nic nie robimy. - uśmiechnęłam się na co Horanek nieśmiało odsłonił oczy i i spojrzał na mnie. Pokazał rząd białych zębów i szybko wskoczył na fotel. Zrobił "oczy kota ze Shreka".
- Jeść? - roześmiałam się i spojrzałam na niego. Pokiwał tylko głową.
- O nie nie! Ty się nie przemęczasz! Ja zrobię! - Harry chciał mnie wyręczyć, więc nie protestowałam
- To chooodź! Głodny jestem! - Niall wstał i pogładził się po brzuszku.
- Jak mam wstać? Zamknij oczy to pójdę się ubrać. - powiedział Harry na co Nialler odwrócił się i zacisnął powieki. Cmoknęłam Loczka w policzek, a on wstał i poszedł na schody. Patrzyłam się za nim aż zniknął na górze. Piękne ma ciało...
- Już? - Niall się niecierpliwił.
- Tak, możesz patrzeć. - otworzył oczy i pobiegł w podskokach do kuchni. Zostałam sama i to bardzo źle. Przypomniało mi się to co miałam zrobić... Brzuch mnie zabolał, a do oczu cisnęły się łzy. Nie miałam na to ochoty. Owinęłam się szczelnie kocem i wstałam. Nie chciało mi się zbierać ubrań z wczoraj, więc pobiegłam do swojego pokoju. Po drodze minęłam Hazzę, który schodził na dół już ubrany.
- Za 20 min będzie śniadanie. - powiedział na co kiwnęłam głową. Poszłam dalej i nareszcie znalazłam się w moich ukochanych czterech ścianach. Podeszłam do lustra i spojrzałam na siebie. Nie wyglądałam źle, nawet całkiem dobrze, po za opuchniętymi oczami.
Ubrałam się w jakieś dresy i włączyłam muzykę. [LINK] Nie trudno się domyślić, że tańczyłam. Oderwałam się od przerażającej mnie rzeczywistości i byłam w moim własnym świecie. Pełnym magii, miłości i wszystkiego co dobre. Piosenka dobiegła końca, a ja chwyciłam opakowanie papierosów i wyszłam na balkon.
Kończyłam przeżuwać ostatni kęs naleśnika. Połknęłam go i zaczęłam się zastanawiać co dalej robić. Harry jak to on poszedł gdzieś. Zaraz po nim zmyła się reszta, a ja zostałam sama. Prawie całkiem sama, bo Paul mnie pilnował. Od czasu porwania mamy boją się o moje bezpieczeństwo i dają mi ciągłą ochronę. Zarzuciłam na siebie sweter i postanowiłam pójść do Abigail. Po chwili siedziałam z Paulem w samochodzie i byłam w drodze do jej mieszkania.
- Jesteśmy na miejscu. Odprowadzić Cię pod drzwi? - zakomunikował mi.
- Nie dzięki, poradzę sobie. - wkurzał mnie, bo przecież jestem pełnoletnia. Nie musi się mną interesować i opiekować jak małą dziewczynką. Zamknęłam drzwi i pomknęłam w stronę mieszkania Ab. Dzwoniłam, pukałam, ale odpowiadała mi tylko pusta. Nacisnęłam klamkę i drzwi się otworzyły. Bałam się wejść do środka, ale za bardzo zżerała mnie ciekawość. Pomalutku, po cichutku na paluszkach przeszłam do salonu, potem do łazienki, aż w końcu doszłam do jej pokoju. - Jezu! Co ty zrobiłaś!? - porzuciłam wszystko co miałam w rękach i podbiegłam do siedzącej na podłodze Abigail. Zakryła pośpiesznie ręce rękawami, ale odsunęłam je. Krew...
- Dlaczego to zrobiłaś?! Matko, gdzie masz apteczkę?! - próbowałam coś z niej wyciągnąć, ale ona tylko kiwała się i płakała. Widać było, że od dłuższego czasu. Była w strasznym stanie: rozmazany makijaż, zniszczone włosy, pokrwawione ubranie i opuchnięte oczy. Nie mogłam na nią patrzeć. Wygrzebałam z torebki chusteczkę i otarłam jej oczy, następnie zużywając całe opakowanie chusteczek zatamowałam cieknącą krew. Zabrałam żyletkę i poszłam poszukać jakiegoś bandarza. Ona nic, tylko płacz. Znalazłam, więc wróciłam do niej i opatrzyłam jej rękę. Zaprowadziłam ją na kanapę i przykryłam kocem. Ona tylko łkała. Zaparzyłam herbatę i postawiłam dwa kubki na stoliku. Spojrzałam na nią i czekałam aż coś powie. Martwiłam się o nią, strasznie. Musiała mieć jakiś straszny problem, przecież bez powodu. Przez kilka minut milczała więc zrezygnowana i poddenerowawana sięgnęłam po papierosa.

- Przepraszam... - wybełkotała i znowu się rozpłakała. Odłożyłam papierosa i przytuliłam ją. Tak po prostu, jak przyjaciółka przyjaciółkę. Myślę, że tego potrzebowała, ciepła, wsparcia. Cokolwiek się stało postanowiłam, że jej pomogę. Takie było moje zadanie. Włączyłam jakiś film i zaczęłam go z nią oglądać. Nie odzywała się. Co jakiś czas wybuchała płaczem, a po za tym właściwie jej "nie było". Usłyszałam ciche chrapanie, zasnęła. Spojrzałam na nią. Biedna, opuchnięta twarz i zamknięte powieki. Śliczne, malinowe usta, idealnie rozstawione oczy i prościutki nos. Boże?! O czym ja myślałam?! Opamiętałam się w porę i delikatnie zsunęłam ją ze swojego ramienia, bo na nim zasnęła. Przykryłam ją kocem i napisałam karteczkę.
"Zasnęłaś kochana. Ja poszłam, jak będziesz coś chciała - dzwoń! Proszę Cię, nie rób już tego...
Sandra xx"
Cicho wyszłam z mieszkania i poszłam do pobliskiej kawiarni. To wszystko mnie przerastało. Nie mogłam przestać się zastanawiać, po co i dlaczego to zrobiła. Nigdy nawet nie przeszło mi przez myśl, że ona mogłaby się pociąć. Musiało się zdarzyć coś bardzo poważnego. Martwiłam się, że kiedy się obudzi znowu to zrobi. Wyjęłam z torby książkę i pochłonęłam się lekturze.
Zerknęłam na zegarek, 16.00. Zrobiłam się głodna, więc zamówiłam sobie obiad. Zjadłam go i postanowiłam wrócić do domu. Sprawdziłam jeszcze telefon, ale nic, pustka. Pojechałam taksówką i już po chwili stałam pod drzwiami mojego i chłopaku domu. Otworzyłam je, odłożyłam płaszcz i buty. Potrzebowałam ciszy, więc nie dołączyłam do chłopaków grających w jakąś grę na PS3. Musiałam sobie wszystko przemyśleć. Położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Cały czas widziałam tą krew, żyletkę. Przeszedł mnie dreszcz na samo wspomnienie tego zdarzenia. Wyjęłam z szuflady szafki nocnej mój zeszyt i sięgnęłam po długopis.
"17.00 Zostało jeszcze trochę czasu, ale ja już umieram. Strasznie się boję, ale tak pragnę odzyskać mamę. Dobrze robię? Tak, nie odpowiesz mi. Tak potrzebuję podzielić się z kimś tą informacją, ale nie mogę. No cóż... To wszystko moja wina, więc muszę to odkręcić. Jak myślisz drogi pamiętniku, czemu Abigail się pocięła? Znowu nie udzielisz mi odpowiedzi, której tak potrzebuję. To pytanie nurtuje mnie odkąd ją zobaczyłam. Nie widziałam nigdy takich ran i tyle krwi... Coś strasznego...
19.00 Od dwóch godzin słucham muzyki i naprawdę już nie mogę. Północ zbliża się nieubłaganie. Boję się... Pomóż...
22.30 Zostało już tylko półtorej godziny! Umyłam się i siedzę w dresie na łóżku. Co mam robić? Chłopcy oglądają coś na dole, pewnie zasnęli. Poczytam książkę."
23.55 Za pięć minut... Muszę już iść... Tak się boję, że już nie wrócę... Mogę tam nie iść, ale wtedy już nigdy jej nie zobaczę. To mój wybór, takiego dokonałam i zrobię to co sobie postanowiłam. Idę... Żegnaj pamiętniku..."
__________________________________________________________________________________
Mamy 16 rozdział! :D Co myślicie? Tak wiem, jestem okropna, ale musiałam w takim momencie przerwać. Co się stanie kiedy Sandra pojawi się o północy? Kogo tam spotka? Piszcie swoje przypuszczenia w komentarzach. Zapraszam kochani do zakładki "Informowani", podawajcie tam swoje twittery, a będę Was informowała o nowych rozdziałach. Zapraszam również do zakładki "Wasze blogi i pytania" gdzie możecie zadawać mi pytania i bohaterom też. Na każde odpowiem! ;3 To chyba wszystko, nie wiem kiedy następny rozdział. Wierzcie, że piszę je jak najszybciej się da, ale niektóre rzeczy nie zależą ode mnie...
P.S. Przepraszam za błędy, ale jestem leniem i nie chce mi się ich dzisiaj poprawiać...
Pozdrawiam! xoxo
Wspaniaaaaały rozdział!!!
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba (jest taki nostalgiczny) :D
Jaka jest Twoja ulubiona piosenka z 1D???
Następny też napisz równie ciekawy. ;)
Pozdrawiam! ;D
Właściwie to nie mam ulubionej. Obecnie mam jakąś fazę na "Summer Love", ale to się zmienia. ;) xx
UsuńFantastyczny rozdział i chyba wiem kogo tam spotka ,ale nie jestem pewna ;)
OdpowiedzUsuńPoczątek mnie przeraził..I jeszcze Abigail się pocięła.. :/
OdpowiedzUsuńMusiałaś w takim momencie przerwać ? Ja nie wytrzymaam !
Z niecierpliwością czekam na nn, dodawaj szybko xx
http://remember-the-white-rose.blogspot.com/
Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńSzybko pisz następny, nie mogę się doczekać! <3
@ForeverYoung_pl xx
Swietne;*
OdpowiedzUsuńMasz niesamowity talent! ;o Aż miło się czytało. Chcę już kolejny rozdział! :D
OdpowiedzUsuńhttp://river-full-of-love.blogspot.com/
Mundzia! Kolejny zajebiaszczy rozdział. Wybrałaś fajny moment na zakończenie rozdziału. Taka nutka tajemniczości. Pisz kolejny. Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńBardzo fajny rozdział. :*
OdpowiedzUsuńCzekam na następny. :*
Życzę weny. :*
Zapraszam do siebie! :D
http://wszystko-o-nich.blogspot.com/
Bałam się ... xd Ale rozdział świetny :3 <3 Czekam nn. xx / Mika.
OdpowiedzUsuńświetne, masz talent :)
OdpowiedzUsuńtake-moments.blogspot.com
Ja lubię "Stole my hearth"
OdpowiedzUsuń(do 1. komentarza ;))
O kur*a ale zajebiście <3 już się nie mogę doczekać co dalejniestety muszśęczekać do jutra bo już 23:00 :(
OdpowiedzUsuń