wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 1 "Początek końca"

Sobota; 22.12.12;
Warszawa

Fortepian nie przestawał grać, a ja tańczyć. Wykonywałam różne trudne i skomplikowane pozycje. Pani patrzyła się na mnie skupionym wzrokiem. Przenikała mnie na wylot. Jej spojrzenie denerwowało mnie. Muzyka ucichła. Zakończyłam swój pokaz i ukłoniłam się. Miałam zamiar wyjść, ale nie pozwoliła mi.
- Ty nie zamierzasz wyjść, prawda? Myślę, że powinnaś jeszcze dużo poćwiczyć. Wiele figur jest wykonywanych niedbale. Wypatrzyłam również kilka zachwiań, których nie może być. - powiedziała to z taką miną jakby chciała mi uświadomić, że jestem beznadziejna, a ona zatańczyłaby to perfekcyjnie.
- Ale ja nie mog...
- Jak nie możesz to trudno. Do występu zostało mało czasu, ale znajdę inną solistkę skoro nie masz czasu na próby. - przerwała mi
- To ja chyba mogę odwołać to co zaplanowałam. Mogę zostać... - nie zamierzałam jej powiedzieć czemu nie mogę. To moja tajemnica.
- No ja myślę! Wiedziałam, że to co miałaś zamiar robić nie jest takie ważne. - nawet nie wie jak bardzo się myliła.
- Jak skończysz to pogaś światła i zamknij wszystko. Choć kochanie! - krzyknęła do pianisty. Tak, to jej mąż. Wymaszerowała a on powlókł się za nią. Trzasnęły drzwi i samochód odjechał. Zostałam całkiem sama w wielkim budynku baletu. Założyłam pointy i zaczęłam się rozciągać. Nawet nie zauważyłam kiedy łzy same zaczęły mi lecieć z policzków. Nie chciałam tam być. Strasznie nie chciałam...



*dwa tygodnie później*
Ostatni piruet, ostatnie dzwięki muzyki i mój układ dobiegł końca. Ukłoniłam się. Ludzie wstali i klaskali z wielkim entuzjazmem. Myślicie pewnie, że powinnam się uśmiechać i ukratkiem ocierać łzy radości, ale tak nie było. Nie robiłam tego co kochałam. Przyzwyczaiłam się już do tego, bo tańczyłam bardzo dużo razy solówki i zawsze miałam owacje na stojąco. Kurtyna poszła w dół. Patrzyłam w burgundowy materiał. Zamyśliłam się.
- Nie było tragedii, ale zawsze może być lepiej. Poćwicz jeszcze. Pamiętaj, że jutro kolejny spektakl i prób rano. - wybudziła mnie ze stanu zamyślenia
- Ah, dziękuję. - odpowiedziałam niechętnie, bo wiedziałam, że zatańczyłam na 250% swoich możliwości.

*następnego dnia*
Przyszłam do teatru wcześniej. Wbiegłam na scenę jeszcze w dresie. Włączyłam muzykę z telefonu i porwałam się jej. To było to co kochałam. Nie balet tylko...
- O matko! Co ty wyrabiasz Sandro! W tej chwili przestań tańczyć, albo raczej wykonywać te dziwne ruchy! Biegnij do garderoby szybko się przygotować do występu! Już! - krzyczała pewnie jeszcze długo, ale na szczęście nic więcej nie słyszałam, bo wybiegłam do łazienki z płaczem.

*tydzień później*
Fortepian, Mozart, ja i kilka moich idealnych koleżaneczek. Ćwiczenie po ćwiczeniu. Tak spędzałam każdy mój wolny czas. Nienawidzę tu chodzić, ale muszę... Przerażają mnie one. Są tak idealne. Robią wszystko o co się je poprosi. Nigdy nie stawiają oporu. Nie mają na nic swojego zdanie. To straszne. Ich rodzice srają pieniędzmi i wykonują każdy ich rozkaz. Są rozpieszczonymi smarkulami. Boże... Ja też taka jestem. Na chwile przestałam ćwiczyć tym samym zwracając czujne spojrzenie pani na siebie. Opamiętałam się. Powróciłam do rozmyślań. Ja naprawdę nie chcę taka być. I NIE BĘDĘ! SANDRA KRUGER NIE BĘDZIE TAKA! Z wściekłością chwyciłam pierwsze co wpadło mi w ręce, czyli wielką doniczkę z kwiatkiem i rzuciłam nią z całej siły w lustro. Rozbiło się na miliony maleńkich kawałeczków. Koleżaneczki rzuciły się z piskiem na ziemię. Wszyscy pozostali nieruszeni i patrzeli na mnie w osłupieniu z otwartymi ustami. Byłam z siebie dumna. W końcu to zrobiłam. Wybiegłam szybko na dwór zostawiając ich samych. Padał śnieg i było strasznie zimno, ale to mnie nie powstrzymało. Biegłam przed siebie. Nie wiem kiedy brakło mi tchu i zsunęłam się po zimnej ścianie kamienicy. Rozpłakałam się na dobre. Trzęsłam się cała. Ktoś usiadł obok mnie i zarzucił mi na plecy coś ciepłego.
- Jest zimno, powinnaś iść do domu. - odezwał się męski, zachrypnięty głos.
- Ja ja nie nie nie... - nie mogłam nic z siebie wykrztusić przez płacz. On zamiast uciec przytulił mnie.
- Będzie dobrze. Nie martw się. - odpowiedział zatroskanym tonem. Zrobiło się ciemno, ale moje serce oblało się ciepłem. Dzięki niemu. Wtedy spostrzegłam, że nadal mam na nogach pointy. Zciągnęłam je i rzuciłam na drogę. Ciężarówka rozbiła je na strzępy.
- To to koniec! - wykrztusiłam z trudem. Tak, to koniec wszystkiego...

___________________________________________________________________________________

To mój pierwszy blog więc proszę o uczciwe komentarze. Co myślicie? Ciekawe? :) Nie wiem co do długości postów. Piszcie czy chcecie krótsze czy dłuższe rozdziały. Dziękuję za wszystkie komentarze! Naprawdę o nie proszę. Na razie mam bardzo dużo pomysłów więc rozdziały będą często dodawane. Nie wiem jak później. :)

8 komentarzy:

  1. Świetny początek :) Na pewno będę tu regularnie wpadać, uwielbiam historie z tańcem w tle! Poza tym dobrze piszesz :) Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki dzięki dzięki! :3 Na ciebie zawsze mogę liczyć! <3 Muszę jeszcze grafikę poprawić... Jak ty ustawiasz np. te reklamy, taki jakby spis treści i aktualności??? Jestem w tym nowa i nie ogarniam jeszcze wielu rzeczy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny, szkoda tylko ze nie lubi baletu, bo ja kocham balet, ale i tak bardzo fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu znalazłam troszkę czasu, żeby przeczytać twoje opowiadanie. I muszę przyznać, ze naprawdę mi sie podoba. Widać, ze masz pomysł na fabułę ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykro mi, ale beznadzieja. Co to wogóle ma byc?
    Jeszcze raz sorka ale bardzo mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po co czytasz ?? I komentujesz ?? Napiszesz swój to się zobaczy czy będzie lepszy

      Usuń
  6. Świetny początek. Zapowiada się ciekawie ;) Postaram się tu często wpadać, kiedy znajdę trochę czasu na pewno będę czytać Twoje opowiadania. Zapraszam do siebie: http://liiivelaaaughlooove.blogspot.com/ Byłabym bardzo wdzięczna gdybyś przeczytała i skomentowała :) Życzę dalszych sukcesów w pisaniu ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział znakomity! Muszę sie odwdzięczyć komkami, bo na moich blogach zawsze coś zostawiasz, więc ja też ci zostawie małą pamiatkę!
    Szkoda, że zrywa z baletemm:(

    OdpowiedzUsuń