Sobota; 22.12.12r;
Warszawa
Łzy zaczęły mi zamarzać na policzkach. Trzęsłam się strasznie. Chłopak odezwał się nagle.
- Wiesz, myślę że powinnaś pójść do jakiegoś pomieszczenie i się ogrzać. Jest bardzo zimno, a ty nie masz prawie niczego na sobie. - powiedział nieśmiało. Faktycznie, na sobie miałam tylko trykot i białe rajtuzy. Już wogule nie było ludzi na ulicy. Co jakiś czas przejeżdżał jakiś samochód.
- Może pójdziemy do mnie? Mieszkam w tej kamienicy za nami, a potem zawiozę Cię do domu, okej? - kontynuował. Nie zastanawiając się za wiele odpowiedziałam.
- Okej. - Już nie płakałam. Wydawało mi się, że łzy się skończyły, a po za tym nie miałam siły dłużej rozpaczać. Z trudem podniosłam się z chodnika, bo cała zdrętwiałam i prawie zamarzłam. Zachwiałam się, ale on mnie złapał. Podtrzymując mnie doszliśmy do jego mieszkania. Weszliśmy do środka.
- Chodź, usiądź sobie na kanapie, a ja zrobię coś do picia. - zaprowadził mnie do salonu i poszedł do kuchni. Potulnie usiadłam na kanapie i przykryłam się kocem, który leżał z boku.
Po chwili przyszedł i postawił na małym stoliczku dwa kubki kakaa z bitą śmietaną.
- Lubisz kakao? - zapytał
- Uwielbiam! Masz bardzo ładny salon. - odpowiedziałam mu, bo faktycznie pokój robił wrażenie.
- Dzięki. - wzięłam swój kubek i upiłam łyk. Poczułam jak rozgrzewa mnie od środka.
- Myślę, że czas żebyśmy się lepiej poznali, co? - zapytałam się go z uśmiechem.
- A skąd ta zmiana nastroju? Przed chwilą byłaś załamana i zapłakana, a teraz szczerzysz się do mnie.
- A jakoś tak. No to jak masz na imię? - teraz obydwoje uśmiechaliśmy się. Bardzo ładny miał uśmiech. Właściwie to dopiero wtedy przyjrzałam mu się. Brązowe włosy lekko kręcone, piwne oczy i wydatne usta.
- Marcin, a ty?
- Sandra Kruger. - podałam mu rękę z powagą i za chwilę wybuchnęliśmy śmiechem. Kiedy już się ogarnęliśmy powiedział.
- A skąd takie nazwisko? Przecież jesteś Polką, no nie?
- Ludzie często się pytają. Mój tata jest Anglikiem.
- Aaaaha! - znowu upiliśmy po łyku kakaa.
- Sam mieszkasz?
- No. Wyprowadziłem się od rodziców jakieś pół roku temu.
- Ja mieszkam z rodzicami... - zrobiłam dłuższą pauzę, po niebezpiecznie zmierzaliśmy w stronę tematu, o którym nie chciałam gadać.
- Opowiem Ci w skrócie moją historię. - nie wiem skąd to otwarcie do właściwie nieznajomego mi człowieka, ale postanowiłam mu to wszystko opowiedzieć.
- A więc tak. Mieszkam w bardzo dużym domu. Jestem jedynaczką, a moi rodzice mają własne firmy i srają pieniędzmi. - uśmiechnął na chwilę, ale zaraz znowu z powagą zaczął mnie słuchać.
- Odkąd się urodziłam postanowili, że będę baletnicą. W wieku 3 lat zapisali mnie na balet. Kazali mi chodzić tam mimo, że ja nienawidzę baletu, ale nie miałam nic do gadania. Byłam posłuszna, chodziłam do prywatnej szkoły, ubierałam się tak jak mi kazali i robiłam wszystko o co mnie poprosili. Aż do dziś. Nie byłam w stanie dłużej tego wytrzymać i podczas lekcji baletu rzuciłam wielkim kwiatkiem w lustro i uciekłam. To by było na tyle. - opowiedziałam mu to jak najszybciej, bo mówienie o tym sprawiało mi ból. Bałam się, że się rozkleję i znowu rozryczę.
- Wow...
- No, a wogule to czemu mi pomogłeś? Mogłeś przecież tak jak wszyscy pójść dalej w swoją stronę.
- Jeżeli bym tak zrobił to oznaczałoby, że nie mam serca. Po za tym miałem kiedyś dziewczynę, która chodziła na balet. Ukrywała to przedemną aż pewnego dnia wyszła gdzieś i już nie wróciła... Popełniła samobójstwo przez to, że nie dawała sobie rady z życiem. Jak zobaczyłem ciebie myślałem, że też chcesz się zabić i wspomnienia powróciły. Chciałem temu zapobiec, bo nie chciałem żeby ktoś kto cię kocha przeżywał to co ja wtedy. - skończył i zamyślił się. Po poliku spłynęła łza, którą szybko otarł. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co, więc siedziałam w milczeniu.
- Obejrzmy jakiś film. - zagadałam go, bo już nie wytrzymywałam tej ciszy.
- Dobra, jaki? Może być "To właśnie miłość"? Wypożyczyłem wczoraj.
- Dobra, lubię to.
- Włącz, tam leży, a ja pójdę zrobić popcorn. - poszedł do kuchni. Włączyłam film i czekałam na niego. Oglądaliśmy film podjadając popcorn. Rozejrzałam się po salonie i zauważyłam, że czegoś brakuje.
- Nie masz choinki? Za dwa dni Wigilia.
- Ja nie obchodzę Świąt... - nie pytałam już o nic. Zamyśliłam się. Co ja mam teraz robić? Jestem w domu jakiegoś chłopaka, oglądam z nim film. Przecież muszę w końcu wrócić do domu. Nie chcę... Mogłabym tu zostać na zawsze i nie wracać do tego piekła. Tak nie można... Przecież rodzice już teraz pewnie wariują, a co dopiero jeśli nie wrócę na noc.
- Gdzie masz telefon? Muszę wysłać komuś smsa. - wyjął z kieszeni smartfona i podał mi. Napisałam numer mamy i wystukałam: "Nie martw się. Zaczynam nowe życie. Musicie dać mi czas. Jak przyjdzie na to właściwy moment to wrócę. Na razie musicie się pogodzić z tym, że wyprowadziłam się i nie wrócę prędko. Sandra" Kliknęłam wyślij i odłożyłam telefon na stolik. Ale... CO DALEJ?
__________________________________________________________________________________
Jak myślicie, co dalej? :) Proszę was kochani o komentarze!

Fajneeee *.* pisałam już to na TT ale tu też trzeba XD pisz daleeej Juliette :)
OdpowiedzUsuńTrochę zaskoczyło mnie to, ze tak poprostu z nim poszła i wyskoczyla z : obejrzyjmy film i daj telefon xD. Ale tak to zapowiada sie ciekawie.
OdpowiedzUsuń:3
Szkoda, ze marcin nie obchodzi świąt! Prezenty, choinka, prezenty itd..! Myśle, że Sandra wróci do rodziców!
OdpowiedzUsuńSUUUPER! :D
OdpowiedzUsuń