czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 4 "Powrót do przeszłości"

Poniedziałek; 24.12.12r.
Warszawa

Obudziłam się w ramionach Marcina. Spał smacznie. Na dworze nie padał już śnieg i było jasno. Lekko go szturchnęłam. Otworzył oczy i patrzył się na mnie. Nie wiedziałam co mam robić. Czułam jak się rumienię.
- Śliczna jesteś jak się wstydzisz! - powiedział do mnie z uczuciem. Poczerwieniałam jeszcze bardziej. Zauważył, że chcę wstać i podniósł się. Otworzyłam drzwi i wyszłam na świeże powietrze. Śnieg sięgał mi do kolan, ale nie było mi zimno, bo buty i ubranie Marcina było bardzo ciepłe. Zrobiłam kilka kroków i zapatrzyłam się przed siebie.

 
- Pięknie tu, prawda? - usłyszałam za sobą zachrypnięty głos chłopaka. Odwróciłam się i spojrzałam w jego pełne uczucia oczy. Zbliżył się do mnie tak bardzo, że nasze nosy dzieliło od siebie kilka centymetrów. Nawet nie wiem kiedy przykleiliśmy się do siebie. Przylegał do mnie całym ciałem. Nasze języki tańczyły dziki taniec. Oderwałam się od niego i zatonęłam na chwilę w tych jego niesamowitych oczach. Znowu przywarliśmy do siebie na dłuższy czas.
- Wspaniała jesteś. - szepnął mi do ucha. Czułam się wtedy taka szczęśliwa. Trzymając się za ręce ruszyliśmy przed siebie. Nie wiedzieliśmy gdzie idziemy, po prostu przed siebie. Poczułam się tak jak kiedyś dawno kiedy miałam chłopaka. Kilka łez słynęło mi po twarzy i roześmiałam się. Byłam taka szczęśliwa. Jak kiedyś...
 
Doszliśmy do stacji benzynowej i od razu poprosiliśmy o pomoc. Kilku mężczyzn poszło z nami i pomogło nam wyciągnąć samochód. Musieli go naprawić i trochę to trwało, ale podziękowaliśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Zapomniałam już po co i gdzie jedziemy. Co jakiś czas na czerwonych światłach całowaliśmy się. Zaczęło się ściemniać. Nagle stanęliśmy. Zdziwiona wyjrzałam przez okna i od razu tego pożałowałam. Moim oczom ukazał się mój dom. Nie był to dla mnie wesoły widok, bo nienawidziłam tego miejsca.
 

 
 
Przestraszyłam się, bo wszystkie światła się świeciły. To musiało oznaczać, że rodzice są w domu. Zresztą to normalne, że są w środku, bo jest wieczór i jest Wigilia. Przez to, że spadliśmy samochodem w rów byliśmy na miejscu dzień później. Właściwie to nie wiem po co to przyjechaliśmy. Powinniśmy zawrócić i przyjechać wtedy kiedy nie będzie ich w domu. Niestety było już  za późno. Nie było odwrotu i musiałam się zmierzyć z rodzicami... w wieczór wigilijny... Marcin zauważył, że jestem przerażona myślą o tym i przytulił mnie.
- Nie martw. Mogę pójść z tobą jak chcesz. Z resztą i tak kiedyś będziesz musiała się z nimi spotkać, to lepiej mieć to za sobą. Prawda kotku? - powiedział to z taką czułością.
- No tak to choć. Idź... - w tym momencie z domu wybiegł tata i z hukiem zatrzasnął drzwi. Wsiadł do samochodu i z piskiem opon odjechał. Po chwili wszystkie światła zgasły. Miałam w domu taki system, że światła same się gaszą po naciśnięciu guzika, który mój tata pewnie nacisnął. A więc droga była wolna. Wzięłam kilka głębokich oddechów i wyszłam z samochodu.
- Zostań! Muszę to zrobić sama. - powiedziałam zamykając drzwi. Ruszyłam w stronę domu. Przeszłam go naokoło, bo wiem, że rodzicie nigdy nie zamykają tylnych drzwi. Weszłam do środka i poczułam ten charakterystyczny zapach wanilii. Moja mama uwielbia go i zawsze w domu pachnie wanilią. Wspomnienia... Szybko się opamiętałam i wbiegłam na palcach na górę. Weszłam do mojego pokoju i zabrałam się do pakowania rzeczy. Wrzucałam dosłownie wszystko. Najpierw do walizek, ale miałam tylko 3 i resztę rzeczy zaczęłam upychać do toreb.
- Córciu! - aż podskoczyłam i z bijącym sercem odwróciłam się. Za mną stała moja mama... Cała zapłakana z rozmazanym tuszem w jakiejś koszuli. Wstała i przytuliłam ją. Obydwie szlochałyśmy sobie w ramiona. Było mi to bardzo potrzebne. Nie wiem ile tak się tuliłyśmy.
- Mamo, zostanę jeszcze trochę tylko obiecaj, że nie powiesz tacie. - powiedziałam z powagą. O nic nie pytała tylko pokiwała głową. Widziałam po niej, że chce się mną nacieszyć i wycisnąć z tej chwili jak najwięcej. Poddała się i wiedziała, że już nie wrócę, ale nadal mnie kocha...
 
Wypiłyśmy herbatę, porozmawiałyśmy. Potem pomogła mi znieść torby. Pożegnanie było bolesne i pełne łez, ale jak widać takie musiało być. Zaniosłam wszystko pod samochód i ostatni raz spojrzałam na moją rodzicielkę. Zamknęła drzwi. Marcin wyszedł z samochodu i o nic nie pytał tylko po prostu pocałował mnie. Spakowaliśmy wszystko do bagażnika i ruszyliśmy w drogę powrotną.
 
 
*2 dni później*
Siedziałam już w samolocie od 2 godzin i rozmyślałam. Leciałam do Londynu bez nikogo i bez żadnych planów. Sama pytałam siebie po co to robię? Było już za późno, żeby wszystko odwołać. Mama wiedziała, mieszkanie już miałam kupione, no i Marcin wiedział... Zatrzymałam się moimi myślami na nim. Właściwie to ostatnie dni z nim spędzone były dziwne... Bardzo dziwne...
 
 
*wydarzenie od wieczoru 24 do 26 grudnia*
Wróciliśmy z Marcinem do jego domu i od progu zaczęliśmy się całować. Była już 23.00. Wbiegliśmy do jego pokoju i rzuciliśmy się na łóżko. Nie przestając mnie całować zaczął mnie rozbierać. Oderwałam się od niego, bo mimo wszystko nie byłam pewna czy tego chce. Spojrzał na mnie zdziwiony. Usiadłam spokojnie na łóżku.
- Słuchaj, ja chyba nie chcę... - chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale on po prostu wyszedł z domu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. To było dziwne zachowanie z jego strony. Zawsze był taki miły, a teraz po prostu wyszedł zostawiając mnie w jego domu samą w Wigilijną noc. Położyłam się na łóżku i po chwili zasnęłam.
 
Cała rozczochrana wyszłam z jego sypialni i zeszłam na dół. Nikogo nie było w domu. Zrobiłam sobie śniadanie, wszystko posprzątałam i postanowiłam pójść na zakupy. Martwiłam się o niego, ale nic nie mogłam zrobić... Nie wziął telefonu. Kupiłam sobie kilka rzeczy, zjadłam obiad na mieście i wróciłam do domu. Znowu nikogo nie było. Rzuciłam się na kanapę i przez jakiś kilka godzin oglądałam telewizję. Do domu wszedł Marcin. Popatrzał na mnie i pobiegł na górę. Bez zastanowienia ruszyłam za nim. Niestety był pierwszy. Z trzaskiem zamknął drzwi i przekręcił kluczyk. Waliłam w nie i krzyczałam, ale nie otwierał. Zrezygnowana po jakimś czasie wróciłam na dół i położyłam się spać na kanapie.
 
Następnego dnia od samego rana pakowałam się do walizek. Tym razem chciałam sobie wszystko dokładnie poukładać, a nie wrzucić i włożyć gdzie popadnie. Nie trudno się domyślić, że Marcina znowu nie było. Pewnie wyszedł jak spałam. Bardzo niepokoiło mnie jego zachowanie, ale nawet nie miałam możliwości normalnie z nim porozmawiać. Kiedy skończyłam już robić wszystkie rzeczy związane z moim wyjazdem ustawiłam wszystkie torby i walizki i zamówiłam pizze. Nie miałam czasu nic ugotować. Szybko zjadłam i już miałam wyjść, żeby zdąrzyć na samolot, kiedy przypomniałam sobie o nim. Wzięłam pierwszą lepszą karteczkę i napisałam.
 
Nie wiem czemu Cię nie ma, ale muszę już jechać. Wiesz gdzie mnie szukać. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Całuję, Sandra. xxx
 
Nie rozpłakałam się, chociaż jego nieobecność bardzo mnie bolała i to, że Boże Narodzenie spędziłam sama, ale nie miałam czasu na użalanie się nad sobą. Wzięłam w pośpiechu torby i pobiegłam do taksówki. Zawiozła mnie na lotnisko gdzie po wszystkich odprawach czekałam ze swoją torbą podręczną na samolot. Wyjęłam telefon i przeglądałam internet. Nudziło mi się strasznie.
- Sandra! Poczekaj! - odwróciłam szybko głowę i zobaczyłam Marcina biegnącego w moją stronę. Objął mnie i cmoknął w policzek. Dziwnie pachniał, jakoś tak inaczej. Nie podobało mi się to.
- Słuchaj, bardzo Cię przepraszam. Głupio mi. Wiem, że musisz już jechać, ale zawsze możesz zostać ze mną! - powiedział na jednym tchu.
- Nie... Wiesz dlaczego jadę i nie wiem co Ci odbiło. Dziwnie się zachowujesz i wogule to kurde gdzie ty byłeś! Zostawiłeś mnie samą w święta i teraz nagle się pojawiasz i chcesz żebym została z tobą! Weź się zastanów co ty wogule robisz! - chciał mi przerwać, ale nie pozwoliłam mu.
- Nie wiem dlaczego sobie wtedy poszedłeś i czemu zamknąłeś się w pokoju. Martwiłam się o ciebie, ale ty miałeś mnie w dupie! Myślałam, że coś z tego będzie, ale jak widać tobie nie zależy! - krzyczałam na niego wyrzucając z siebie całą złość do niego.
- Pasażerowie podróżujący do Londynu proszeni są o przejście na pokład samolotu. - usłyszałam i pobiegłam we właściwym kierunku. Marcin złapał mnie za rękę i krzyknął.
- Sandra! Ja nie chciałem! Wszystko Ci wutłumaczę! Proszę zostań!
- Chyba Cię pogięło! Nie masz mi co tłumaczyć! Zostaw mnie w spokoju, muszę iść! - usiłowałam mu się wyrwać. Puścił mnie i krzyknął jeszcze.
- Skoro tak, to nigdy więcej mnie nie zobaczysz... - odwróciłam się i to nie była dobra decyzja. Jego mina i twarz będą mnie prześladowały do końca życia. Ruszyłam do wejścia na pokład samolotu.
 
I teraz jestem tu - w samolocie do Londynu. Zastanawiam się nad tym co się zdarzyło. Założyłam słuchawki i wsłuchałam się w głos Birdy. [LINK]
 
__________________________________________________________________________________
 
Mam nadzieję, że się podoba. Jak myślicie, jak potoczą się losy Sandry w Londynie? O co chodzi z Marcinem? Na te pytania poznacie odpowiedzi tylko czytając mojego bloga, a więc jeśli to czytasz i będziesz czytał dalej to skomentuj i dodaj się do obserwujących! :)

4 komentarze:

  1. Omnomnom!!! *.* kurdee, Julia zaskakujesz mnie! Rozdział jest wspaniały. Z niecierpliwością czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten cały Marcin nie podobał mi sie od samego początku. Trochę dziwne ze tak szybko mu zaufala, ale cieszę sie ze wyjeżdża i zaczyna nowe zycie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Loooondyyyynn!!! Yeah!!!
    Swietny, jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń