Londyn
*w nocy w pokoju Sandry*
W pomieszczemiu panowała całkowita ciemność. Leżałam na boku na moim łóżku. Nawet w ciemnościach widziałam jego zielone oczy. Spoczywał naprzeciwko mnie i oglądał mnie od góry do dołu. Jego loki swobodnie opadały na jego twarz. Podniósł rękę i z uczuciem pogłaskał mnie po policzku. Zabrał swoją dłoń i położył się na mnie. Delikatnie przygryzł płatek mojego ucha.
- Wiesz, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie? - wymruczał i zaczął całować mnie po szyi. Rozległo się pukanie w drzwi. Przerwaliśmy i z przerażeniem w oczach rzuciliśmy się po nasze ubrania. Zarzuciłam na siebie koszulę nocną, a Harry założył swoją piżamę po czym pobiegł do łazienki. Zamknął się, a ja podeszłam do drzwi. Uchyliłam je i moim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Louisa.
- Hej! Nie przeszkadzam? - zapytał się.
- Nieee. - odparłam z przeciąganiem, bo właściwie to nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowe z nim. - Wchodź, śmiało. - ruchem ręki zaprosiłam go do środka. Usiadł na łóżku w samej piżamie i przybrał poważny wyraz twarzy.
- Mam sprawę. Wiem, że jest późno, ale musiałem to załatwić. - spoważniałam, bo nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie odzywał się, więc spojrzałam na niego zniecierpliwionym wzrokiem.
- To dziwnie zabrzmi, ale... Kochasz się w Harrym? - zamurowało mnie, bo spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. Kto normalny przychodzi w środku nocy i pyta się dziewczyny o takie rzeczy? No właściwie to Loui nie jest normalny, więc to do niego podobne.
- Wiesz... to są sprawy moje i Hazzy... - zakłopotana nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
- Rozumiem, że to prywatne sprawy, ale to mój przyjaciel i prosił mnie, żebym się dowiedział. - teraz i on z zakłopotania podrapał się po głowie.
- Wiesz co? Nie wracajmy do tego. Pogadam o tym z Harrym, a ty idź spać. - uśmiechnęłam się i popchałam go w stronę drzwi.
- Dobranoc. - po tych słowach poszedł. Kiedy usłyszałam, że zamyka drzwi krzyknęłam do Harrego.
- Wyłaź! - nieśmiało wyszedł z łazienki i uśmiechnął się błagalnie.
- Co to w ogóle ma znaczyć? Nasyłasz na mnie Loui'ego?!
- Nie denerwuj się tak skarbie! - podszedł do mnie i chciał pocałować, ale odsunęłam się.
- Przecież my już chyba... no wiesz, jesteśmy razem. - zarumieniłam się, a Loczek uśmiechnął się od ucha do ucha.
- No chodź tu! Powiemy wszystkim jutro z samego rana, że jesteśmy razem i wszystko będzie jasne. rozłożył ręce, a ja przytuliłam się do niego.
- Jestem śpiąca, idę spać. - położyłam się na łóżku, a Harry czule otulił mnie kołdrą i położył się obok. Objął mnie ramieniem i ucałował we włosy.
- Słodkich snów skarbie! - uśmiechnęłam się i odleciałam w krainę snów.
Przeciągnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Niespodzianka! - Hazza siedział przedemną z tacą pełną jedzenia. Cmoknął mnie w usta.
- Śniadanie do łóżka? Jeszcze takie śliczne? Kocham Cię! - dałam mu soczystego całusa i zabrałam się do jedzenia. Byłam strasznie głodna. Harry patrzył na mnie cały czas. Kiedy skończyłam podeszłam do garderoby.
- W co mam się ubrać? - otworzyłam wszystkie drzwi szaf i uśmiechnęłam się.
- Ty się mnie pytasz? To ja się powienienem Ciebie pytać! - podszedł do mnie od tyłu.
- Jak dla mnie to możesz się w nic nie ubierać. - szepnął mi do ucha, ale po chwili wziął z półki spodnie i koszulkę. Ubrałam się i poszłam do łazienki się uczesać. Loczek poszedł za mną.
- Mogę Ci zrobić źdźbło?
- Co? A nie kłosa? - roześmiałam się.- Niee! To jest ŹDŹBŁO!
- Ookej! Rób. - uśmiechnęłam się, bo to mało spotykane, żeby chłopak tak się zachowywał. Usiadłam na kszesełku, a Loczek zabrał się do pracy. Bardzo sprawnie zaplatał. Z dumą pokazał mi w lusterku swoje dzieło. Pocałowałam go i trzymając się za ręce zbiegliśmy na dół. Zastaliśmy wszystkich na kanapie oglądających telewizję. Ich oczy zwróciły się ku nam. Kiwnęłam głową na Harrego.
- Chcemy Wam powiedzieć, że jesteśmy razem. - uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek. Loui wstał.
- Gratulację! Chłopie! - uściskali się po przyjacielsku. Dosiedliśmy się do pozostałych i zaczęliśmy oglądać jakiś głupi film. Skończył się i zaczęły lecieć wiadomości. Pokazywali jak ludzie jeżdżą na nartach.
- Sandra! Są u Ciebie w Polsce góry? Można jeździć na nartach? - Louis aż usiadł.
- No tak, ale do czego zmierzasz?
- Słuchaj, mam pomysł. Nigdy nie byliśmy w Polsce, a przy okazji zrobilibyśmy sobie ferie. Co wy na to? - wyszczerzył się do nas jak jakiś wariat.
- Świetny pomysł! Przy okazji zwiedzilibyśmy Polskę i odpoczelibyśmy. - Liam poparł Loui'ego
- Czy ja wiem... Tam nie jest tak ładnie. Chcecie? Naprawdę? - zapytałam się pełna wątpliwości.
- Chcemy! - krzyknęli chórkiem, a Harry szepnął mi na ucho.
- Z tobą wszędzie pojadę. - spiekłam raka.
- No to okej. Kiedy jedziemy? - zapytałam się.
- Jutro! - Louis krzyknął.
- W sumie to tak by było najlepiej. - powiedział Liam. - Zadzwonię do Daniell czy może. - wstał i z telefonem poszedł do przedpokoju. Louis też wziął telefon i pobiegł na górę, a Zayn poszedł do łazienki z komórką w ręce.
- To ja pójdę coś zjeść. - Nialler podreptał do kuchni, a Hazza spojrzał na mnie uwodzicielskim wzrokiem i śmiesznie poruszył brwiami. Zachichotałam i już po chwili poczułam jego usta na swoich. Położył mnie na kanapie.
- Ej! Ludzie! Eleonor jedzie z naaami...? - przerwaliśmy, bo Tomlinson stał i gapił się na nas. Znowu roześmiałam się jak wariatka. Niall wrócił z kanapką w ręce.
- Daniell też może. - uśmiechnięty Liam wrócił do salonu i usiadł na fotelu.
- A Perrie nie... Ma jakieś sprawy związane z zespołem. - smutny Zayn dołączył do naszej gromadki. Chłopaki uściskali go i powiedzieli, żeby się nie martwił.
- To słuchajcie! Ja załatwiam lot, a Sandra noclegi. Ok? - Liam spojrzał na mnie.
- Okej! - szepnęłam Harremu, żeby pogadał z Louisem i dał mi czas dla siebie, a potem pojedziemy razem kupić mi strój narciarski. Pokiwał głową, więc udałam się do swojego pokoju. Usiadłam z laptopem i już po chwili znalazłam w Zakopanym wolny domek do wynajęcia. Duży, więc wszyscy się zmieszczą. Zarezerwowałam go na pięć dni i zadowolona zadzwoniłam do Abigail. Obgadałyśmy wszystko i pewnie jeszcze długo wisiałabym na słuchawce, gdyby nie ciche pukanie do drzwi. Zakończyłam rozmowę i wpuściłam do pokoju Harrego. Ubrałam się i poszłam z nim do jego samochodu. W miłej atmosferze dojechaliśmy do jakiegoś sklepu sportowego. Po kilku bardzo wyczerpujących godzinach zdecydowałam się na właściwy strój narciarski: kurtka w kolorową kratkę i czarne spodnie. Do tego zielona czapka z pomponem i czarne rękawiczki. Kiedy zapłaciliśmy w drodze do samochodu dopadły nas jakieś fanki. Hazza porozdawał autografy i ja również kilka dałam. Jak widać dla Directionerek nawet podpis dziewczyny Harrego Stylesa jest czymś bardzo ważnym. Zadowoleni pojechaliśmy do domu. Zabrałam się do pakowania rzeczy. Oczywiście jak to ja nie zmieściłam się w jedną walizkę. Skończyło się na tym, że w rogu pokoju ustawiłam dwie duże walizki i jedną mniejszą torbę plus oczywiście torba podręczna i moja ulubiona poduszka, bez której nigdzie nie jadę. Zmęczona całym dniem wzięłam szybki prysznic i piżamie położyłam się do łóżka. Okryłam się ciepłą kołdrą i zamknęłam oczy. Do pokoju wpadł Harry i rzucił się na łóżko obok mnie,
- Nie mogę spać bez Ciebie. - pocałował mnie we włosy.
- Okej, śpij ze mną. Tylko, że ja jestem zmęczona, więc dobranoc. - odparłam.
- Dobrze. Dobranoc słońce. - wskoczył pod kołdrę i przytulony do mnie zasnął. A ja leżałam i leżałam. Senność zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Zrobiło mi się duszno. Wygrzebałam się spod kołdry i podeszłam do okna. Otworzyłam je, a do pokoju wpadło kojące, zimne powietrze. Usiadłam na kanapie, która stała pod oknem i rękami objęłam nogi. Zrobiło mi się smutno. Nie wiem czemu, czasem tak mam. Kiedy byłam mała mama nazywała to "wieczorne smuteczki" i zawsze w takich momentach przytulała mnie i pocieszała. Potem śpiewała i w końcu odpływałam. Po moim poliku spłynęła łza. W świetle księżyca wydawała się srebszysta. Brakowało mi ich... Myślałam.. Właściwie to co ja myślałam? Że uciekając z Polski zapomnę o tym wszystkim? Nie da się tak. Bolesne lata zostaną do końca moich dni, albo jeszcze dłużej zapisane w mojej pamięci. Obraz rodziców, znajomych, mojego domu i sali baletowej NIGDY nie zniknie. Przed oczami zobaczyłam moją mamę. Taką samą jaką widziałam ją po raz ostatni, zapłakaną, załamaną w rozmazanym makijażu. Potem jak w filmie przed oczami wyskoczył mi mój tata biegnący do swojego samochodu i z piskiem opon odjeżdżający. [Rozdział 4] Schowałam twarz w dłoniach, bo nie chciałam obudzić Harrego moim szlochaniem. Wiedziałam, że tak będzie. Że w końcu nie dam rady bez nich dłużej wytrzymać. Kiedy opuszczałam MÓJ dom, MÓJ kraj byłam pełna nienawiści do nich, a teraz kiedy jestem w upragnionym Londynie i mam JEGO jestem nieszczęśliwa. Potrzebowałam takiego zwyczajnego "Będzie dobrze córciu" i rodzinnego przytulasa. Niestety wtedy ujrzałam przed sobą Marcina. Nie mogłam o nim zapomnieć. Z całej siły pragnęłam wymazać te dni spędzone z nim, albo bez niego... w jego mieszkaniu z pamięci. Zdałam sobie sprawę, że jakaś cząstka mnie nadal jest tam, w jego mieszkaniu w kamienicy. Maleńki kawałek mojego biednego serca również należał do niego, a ja nie potrafiłam mu go zabrać. Ofiarowałam mu część siebie jak ostatnia idiotka, a on wziął ją i już nigdy nie odda. Poczułam natychmiastową potrzebę napisania czegoś. Chwyciłam notes z szafki nocnej i długopis, po czym nabazgrałam:
"Można powiedzieć, że mam wszystko. Tak właściwie nie mam nic. Zawsze tak będzie. Kiedy wydaje Ci się, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi coś zawsze to psuje, prawda? Szczęście jest za piękne, żeby trwać długo. Możesz zapewniać siebie, że jesteś spełniony i szczęśliwy, ale ja wiem, że nie. Pijesz i jesteś w stanie błogim i świecie bez zmartwień, a potem budzisz się i tracisz chęć do życia i tak wkoło. Nikotyna, narkotyki, nic nie pomoże. Wydaje Ci się, że przed czymś uciekniesz. Myślisz, że ból fizyczny zagłuszy ten psychiczny, ale to działa tylko przez chwilę. Potem znowu chcesz się zabić. Trzeba walczyć do końca, a nie się poddawać, bo dopuki walczysz jesteś zwycięzcą.
Wszystkie ludzkie cierpienia są spowodowane jakimiś wydarzeniami z przeszłości. Myślimy o nich i one ciągle wracają. Czym bardziej chcemy o nich zapomnieć tym bardziej zapadają nam w pamięć. Przeszłość jest tatuażem, nikt jej nie zmaże."
Napisałam tych kilka nieskładnych zdań i poczułam ulgę. Wszystkie swoje uczucia przelałam na papier. Potok łez ustał. Uśmiechnęłam się do siebie lekko i spojrzałam na śpiącego Harrego. On był całym moim światem. Kochałam go najsilniej jak się tylko da i to się wtedy liczyło. Zwinęłam papier w kulkę i rzuciłam przez okna. Zamknęłam je i wróciłam do łóżka. Mocno objęłam Hazze.
- Kocham Cię. - szepnęłam mu do ucha i zamknęłam opuchnięte od płaczu oczy.
__________________________________________________________________________________
Witam Was kochani! :) Mam nadzieję, że nie porzygacie się od tej słodkości i romantyzmu. Już niedługo wszystko się zmieni. Jeżeli Was to interesuje to proszę dodajcie się do obserwujących i skomentujcie. Nie muszę pisać, że to motywuje, bo dobrze o tym wiecie. Tym czasem zapraszam do zakładki "Wasze blogi". Podawajcie swoje stronki i blogi, bo napewno na nie zajrzę! ;) Następny rozdział w niedzielę. (najprawdopodobniej) Trzymajcie się ciepło! xxx
NIESPODZIANKA!
Jak dobrze wiecie dzisiaj Święto Zakochanych, czyli Walentynki. Za prośbą pewnego anonimka postanowiłam napisać dla Was krótkie, walentynkowe opowiadanie. Nie jest związane z historią, którą opisuję na blogu, tylko jest całkowicie odrębne. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Całkowicie dedykuje je mojej Best Friend! Kocham Cię! <333
__________________________________________________________________________________
Drogi pamiętniku!
Jak dobrze wiesz dzisiaj Walentynki. Tak, nienawidzę tego święta. Dlaczego? Bo nigdy nie spędziłam go w towarzystwie osoby, którą kocham. Nigdy nie dostałam walentynki, ani kwiatów i tego typu rzeczy. Jak się domyślasz dzisiejsze Święto Zakochanych było inne... Magiczne... Żeby wszystko stało się dla Ciebie jasne opiszę cały ten dzień od początku do końca. A więc tak:
Obudził mnie wściekle dzwoniący budzik. Szybko go wyłączyłam po czym zerknęłam na kalendarz wiszący nad moim łóżkiem. "14 lutego, Walentynki". Mruknęłam przeciągłe "Nieeee..." i rzuciłam się spowrotem na łóżko. Jak to ja, czyli wieczny leń zasnęłam. Obudził mnie ktoś. Przeklnęłam pod nosem i poczłapałam pod do miejsca, skąd było słychać pukanie do drzwi. Pewnie myślisz, że stał w nich książe z bajki, albo ktoś w tym stylu, ale nie. Listonosz. Kazał mi się podpisać na jakimś dziwnym sprzęcie po czym wielkim wózkiem widłowym wwiózł do mojego domu paczkę prawie mojego wzrostu. Oczy wyszły mi z orbit i zapytałam się.
- To serio dla mnie? Chyba pan mnie z kimś pomylił.
- Nie. Nazywa się pani Lena Green, prawda?
- Noom.
- A więc to dla pani. Miłych Walentynek! - krzyknął na odchodnym i zostawił mnie samą z wielkim prezentem. Taaa, będą cholernie udane... Mruknęłam pod nosem po czym poszłam do kuchni po nożyczki. Rozcięłam taśmę okrywającą pudło. Pierwsze co zobaczyłam to masa białych groszków wypełniających pudełko, ale po chwili zauważyłam też coś czarnego. Zaczęłam grzebać i prawie zemdlała. Wyjęłam najpiękniejszą gitarę elektryczną jaką kiedykolwiek widziałam. Tak, to ta o której Ci tyle opowiadałam, że chciałabym ją dostać. Z wielkim bananem na twarzy pobiegłam z moim nowym nabytkiem na balkon. Podłączyłam wszystkie kabelki i zrobiłam to co zawsze chciałam. Z całej siły uderzyłam w nią tym samym wydając strasznie głośny dźwięk.
- W dupie Was mam! I to durne święto! - wydarłam się na cały głos i zagrałam na gitarze najgłośniej jak umiałam. Z zadowoleniem zobaczyłam głowy wystające z okien i krzycząch ludzi. Pokazałam im język i zabrałam swój prezent do środka. Położyłam go na łóżku i starym walentynkowym zwyczajem postanowiłam pojechać po śniadanie do McDonalda. Założyłam swoje EMU i zarzuciłam płaszcz po czym wyszłam z mieszkania. Podjechałam moim obleśnym maluchem do okienka i zamówiłam cheeseburgera z dużą colą i ciastko. W drodze do supermarketu zjadłam wszystko i napiłam się. Nie ma to jak takie śniadanie! Z koszykiem połaziłam po sklepie wrzucając wszystko na co miałam ochotę. Musiałam się przygotować na samotny maraton filmowy wieczorem. Zapłaciłam i pojechałam do mojego bloku. Wypakowałam wszystko i zauważyłam, że zaraz powinnam być w pracy. Ubrałam się jakoś znośnie i pojechałam pod kawiarnię. Po chwili paradowałam między zakochanymi parami w głupim wartuszku nosząc tacę z deserami lodowymi i kawami. Myślałam, że się porzygam od tej słodkości. Wszyscy się całowali, fuj! Pod sam koniec mojej zmiany poszłam do toalety. Była wspólna dla chłopaków i dziewczyn. Liżąca się para utrudniła mi przejście. Kiedy myłam ręce widziałam ich w lustrze i nie wytrzymałam.
- Kurde! Nie ma innych miejsc na lizanie się do jasnej cholery! - oderwali się i spojrzeli na mnie.
- Nie masz chłopaka no nie? To widać, pewnie nigdy sobie nie znajdziesz! Biedactwo! Nie wiesz jak to jest być zakochanym i pewnie spędzisz wieczór oglądając filmy! Żal mi Cię! - blondynka zachichotała jak jakaś debilka i znowu zaczęła się całować. Prychnęłam i wyszłam wkurzona. Pojechałam do domu i z gniewem rzuciłam się na kanapę. Przygotowałam sobie wielką miskę popcornu i innych niezdrowych rzeczy po czym włączyłam jakiś film. Rozryczałam się, bo kurde mimo wszystko zawsze marzyłam, żeby spędzić ten dzień z drugą połówką w łóżku obsciskując się w świetle świec. Poszłam po chusteczkę i dorobić popcornu. Wracając nagle otworzyły się drzwi. Wpadłam w nie i rozsypałam wszystko po podłodze. Ktoś wyciągnął rękę. Podniosłam oczy i nie mogłam uwierzyć. Tak, stała tam. Potrząsnął blond czupryną i spojrzał na mnie błękitnymi oczami. Nadal miał klucze od mojego mieszkania... Wstałam i nie mogłam przestać się na niego gapić. Jak można być tak pięknym? No jak? Pytam się? Zaczęłam ryczeć, bo przypomniało mi się zeszłe lato, z nim. Te wszystkie wspólne chwile, a potem zerwanie. To wszystko moja wina była, spieprzyłam sprawę. Złapał mnie za twarz i gwałtownie wpił się w moje usta. Jego ciepłe dłonie były wszędzie. Nasze języki tańczyły romantyczne tango. Nie myślałam o niczym. Chciałam zatrzymać czas, żeby ta chwila trwała wieczność. Wiadomo co było potem, ale nie będę tu opisywać moich intymnych zbliżeń z Niallem.
- To ty wysłałeś mi gitarę? Zawsze wiedziałeś, że ją pragnęłam. - powiedziałam jeżdżąc palcem po jego wyrzeźbionym brzuchu.
- Skąd wiedziałaś? - uśmiechnął się czule tym samym wprawiając moje ciało w przyjemne drganie. Wiem, że to wszystko jest takie jak w filmach, ckliwe, ale tego się nie da opisać. Kiedy patrzysz na tą osobę i widzisz miłość w jego oczach. On sprawia, że chce Ci się żyć w wstawać każdego dnia. Nawet MNIE potrafi miłość zmienić. Ona działa cuda. Już nie myślę, że Walentynki to święto kretynki, która czeka, a przed nią łez rzeka. Teraz wiem, że marzenia się spełniają. Trzeba w nie więrzyć i mieć nadzieję, że się spełnią. Jestem bardzo zmęczona, dobranoc pamiętniku! xxx
__________________________________________________________________________________
Wiem, że krótkie i do przewidzenia, ale chciałam nim uświadomić Wam, że jednak Święto Zakochanych może być inne i do końca dnia trzeba wierzyć, że ON stanie w drzwiach i wyzna nam miłość. Nie traćcie wiary kochani i wierzcie w magię miłości!

suuuupppeeerrr ♥ jeden błąd: piszemy: Wymaże, a nie wymarze :) x
OdpowiedzUsuńDzięki, że zwróciłaś uwagę na tak mały komentarz ode mnie. :)
OdpowiedzUsuńDodatek oczywiście świetny. ;)
Naprawdę nie dostałaś nigdy żadnej walentynki?
Jesteś świetna w tym, co robisz i rób to dalej. Mało kto umie tak dobrze opisać tak poważne uczucia w tak dokładny sposób i tak łatwym językiem. Nie lubię książek napisanych z przepychem i zwracających uwagę na nieistotne szczegóły, bo źle się je czyta i zajmują tylko więcej papieru... Nie ilość literek mówi o jakości książki, tylko jej zawartość, a Ty potrafisz połączyć te wszystkie szczegóły w jedno i zrobić to profesjonalnie. :)
Potraktuj ten komentarz, jako zachętę do dalszego pielęgnowania swoich zdolności. Być może kiedyś napiszesz własną książkę. ;)
Na razie mogę Ci zapewnić,dobre stopnie z polaka. ;D
Nie mogę dodać Cię do obserwujących, bo nie mam konta na blogspocie, ale jeżeli założę na pewno Cię dodam. ^^
Miłych walentynek ;)
CZEMU KŁOSA???? A GDZIE JEST ŹDŹBŁOOO???? ;((((
OdpowiedzUsuńhaha dzięki, tez Cie kocham :*** tylko jak tu wierzyć w magie miłośći z Niallerkiem?? nawet z ...nim, tą bardziej realną osobą nic się nie zdarzyło w to święto... może za rok będzie lepiej ;) PS to ze źdźbłem to moje, rozdział extra :D ~W
OdpowiedzUsuńWOW! Co innego mogłam napisać? Pisz następny rozdział i tradycyjnie mnie poinformuj, jak go skończysz :*
OdpowiedzUsuńawww no i mam źdźbło <333 ~W
OdpowiedzUsuńHahahah, świetne! ♥
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje opowiadanie, wiesz o tym? :P
Czekam na next i pozdrawiam ciepło! ♥
Jesteś przeze mnie nominowana do The Versatile Blogger c; http://take-me-to-wonderland-onedirection.blogspot.com/2013/02/the-versatile-blogger.html
OdpowiedzUsuńSuuuuuuuuper blog. Kiedy go czytałam postanowiłam, że dzisiaj przeczytam ze 3 rozdziały a jutro resztę (była g.1.30 w nocy) no i tak postanowiłam, że o g.3.00 skończyłam wszystkie rozdziały (10) xDD Tak mnie wciągnął... Bardzo ciekawe i z utęsknieniem czekam na następny rozdział !!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam~ Mika :*
No po prostu BOOOOOSKI <3
OdpowiedzUsuńCo tu dużo pisać; rozdział długi, prześliczny i bajeczny <33
U mnie ( http://katnissipeeta.blogspot.com/ ) new <33
Cześć .! Jestem tu pierwszy raz i się zakochałam w twoim opowiadaniu *.* .Piszesz lekko , że aż się wciągnęłam .Czytam ,czytam a tu bum i koniec .;c
OdpowiedzUsuńWygląd bloga , jest bardzo ładny .Pozostało , mi czekać na następny rozdział .
Biorę się za czytanie wcześniejszych .;3 Pozdrawiam iżyczę weny.xx
+ Zapraszam do siebie ,może Ci się spodoba ? ;d
Świetny rozdział. Zostaję stałą czytelniczką i liczę na to samo ;D
OdpowiedzUsuńprzyszlosczaczynasiedzisiajniejutro.blogspot.com
świetny rozdział :D chociaż czuję potrzebe przeczytania wczesniejszych ;) sama też piszę opowiadanie o 1D, dokładniej o Zaynie i Harrym! maliksfuck.blogspot.com
OdpowiedzUsuń